dlaczego nie będę weganką?


Tak bardzo popularny jest weganizm i wegetarianizm, że jak człowiek jest sobą to go wszyscy weganie "uczą" (a raczej pouczają), żeby sobą nie być. Nigdy jednak nie słyszałam, aby osoby jedzące wszystko (czytaj: także mięso) tak pouczały wegan w kwestii jedzenia, jak robią to weganie.

Dlaczego nie będę weganką i nie chce nią być?
Dla niektórych może być to absurdalne, albo wręcz głupie. 
Trudno.
Ale dla mnie rośliny mają duszę.
Głupie, dziwne, szalone?
Nie sądzę.


Z zawodu jestem architektem krajobrazu. Chociaż w życiu głównie projektuje, projektowałam i będę projektować - nie tylko przestrzenie czy wnętrza, ale także życie, wzory przemysłowe, strony internetowe i wszystko co ktoś mi zleci. Mój umysł jest pod tym względem nieodgadniony :) za co bardzo go lubię i sama się często swoimi pomysłami zaskakuje.

Dlaczego dla mnie rośliny mają duszę? Bo niejednokrotnie byłam świadkiem, kiedy wystarczyło, że powiedziałam do umierającej rośliny - "trzymaj się, jestem z tobą, rośnij, bo Cię stąd wyrzucą i umrzesz, a na pewno tego nie chcesz. Dasz radę, wierzę w Ciebie." A już po miesiącu klienci nie mogli uwierzyć, że roślina odżyła i rosła tak, jakbym dorzuciła do niej masę nawozu (o co też byłam często pytana i podejrzewana, a ja nawozu w kieszeni ze sobą nie noszę :) )
Podobnie rośliny wzrastają jak puszcza się im muzykę - wręcz rosną jak na drożdżach, czy właśnie kiedy do nich się mówi - oczywiście dobrze.

Krąży po internecie świetny test sprawdzający jak rośliny odczuwają emocję, które się im przekazuje na przykładzie ryżu, ale także innych roślin. Test z ryżem jest jednak najbardziej obrazowy.

Do dwóch słoików wsypuje się tyle samo ryżu i zalewa się go wodą. Zakręca. Na jednym słoiku piszę się "kocham Cię", na drugim "nienawidzę Cię". Przez pewien czas do jednego słoika mówi się same dobre słowa - tego z napisem kocham Cię, a do drugiego same negatywne. Po pewnym czasie, słoik pełen miłości pozostaje taki sam jak na początku - woda jest czysta, ziarna ryżu jasne, białe. W słoiku pełnym złych słów, ryż brązowieje, woda staje się brązowa, wygląda na brudny, psujący się.


Tak samo jest z roślinami, tylko mało kto zwraca na nie uwagę, bo proces jest powolny, co w przypadku zwierząt następuje szybko, wręcz błyskawicznie, bo zwierzęta tak jak ludzie szybko pokazują emocję - strach, lęk, złe traktowanie. Drzewa, które chorują na raka drzew, albo kiedy mają obciętą gałąź i z rany cieknie im żywica, jak krew czy łzy, to czym jest jak nie życiem?

I kiedy słyszę jak wszyscy chcą być weganami, to zastanawiam się ile te rośliny muszą jeszcze znieść, aby je szanowano.

Nie krytykuje jednak ani wegan, ani wegetarian, ani mięsożernych. Każdy wybiera swoją ścieżkę życia i każdy będzie kiedyś się z niej tłumaczył. Grunt żeby nikomu świadomie nie robić krzywdy.

Ja jednak wcale nie czuję ulgi wiedząc, że ludzie przeskakują na roślinożerność, bo negują zabijanie zwierząt, bo dla mnie jest to takie same zabijanie natury i dla mnie niczym się nie różni.


Nie należę także do osób, które nie mogą żyć bez mięsa. Wręcz jest mi ono zbędne. Niestety też po mięsie źle się czuje i mam wysypkę na całym ciele, więc ewidentnie mięso mi nie służy. Ale nie idę za modą, tylko wybieram to czego mój organizm naprawdę potrzebuje i staram się nie być zaślepiona w jeden trend żywieniowy. Musimy coś jeść żeby żyć, ale popadanie w przesadę i wybieranie "mniejszego lub większego zła" to nie jest ścieżka wyboru. Przynajmniej ja tak sądzę.

Niedawno zapoznałam się jednak z coraz bardziej popularną dietą Ferrisa, inaczej zwaną jako dieta katogeniczna. I jak nie lubię słowa dieta, bo od razu kojarzy się ono z licznymi wyrzeczeniami, chęcią chudnięcia z kości na ości, czy skrajnymi opiniami, to doszłam do wniosku, że jest to dieta, która pokazuje mój sposób jedzenia, chociaż nie do końca pilnuje się jej jak powinnam.
Obrazuje jednak, że kiedy zaczęłam jeść właśnie w taki sposób miałam wówczas najlepszą sylwetkę, najlepiej się czułam i najlepiej wyglądałam. I ona wcale nie eliminuje żadnych składników, ani przesadnie nie podkreśla wartości jednych od drugich. Po prostu eliminuje ilość węglowodanów (i to też nie wszystkich).



Na wiosnę, kiedy już będę mogła powrócić do swojego trybu życia (bo na razie za dużo spraw muszę jeszcze poukładać, załatwić i naprawić), diety katogenicznej mam zamiar się trzymać i odżywiać się tak jak robiłam to wcześniej. Czy będzie to metoda odżywiania dla mnie - to się okażę i na pewno będę Wam obrazować jej przebieg, chociaż moja metoda odżywiania się sprawdzała mimo, że na żadnej diecie nie byłam. Ale wiem jedno, nie popadam w skrajności i nie lubię sobą manipulować tylko dlatego, że jest coś modne.

Kiedyś były modne cienkie brwi, teraz mogą być tylko grube. Kiedyś modne były proste włosy, teraz falowane i kręcone, kiedyś mode były buty na koturnach - teraz one wracają. Kiedyś znowu ponownie wrócą cienkie brwi i proste włosy, to skrajności i przesada w każdym temacie będą widocznym wynikiem nieprzemyślanych działań.

Dlatego ja wolę być sobą. Przynajmniej nie będę wyglądać dziwnie jak znowu moda się zmieni :) 
A jedzenie - grunt, aby było wartościowe i odżywcze, i służyło Nam jaki jednostce, a nie masa, bo każdy organizm jest inny i każdy potrzebuje czegoś innego.

A Wy? Jak podchodzicie do tematu jedzenia? Przywiązujecie do niego tak ogromną rolę czy jecie to co podpowiada Wam organizm?

Komentarze

POPULARNE POSTY

efekty ćwiczeń z Ewą Chodakowską po 3 tygodniach

dlaczego zaczęłam traktować ludzi z wzajemnością?

Efekty ćwiczeń - porównanie pierwsze - po miesiącu

Kiedy nie ma z kim porozmawiać

Biotyna, czyli jak zaczęłam inaczej ratować włosy?

Tusz bez efektu PANDY ;) - idealny przyjaciel soczewek (haul zakupowy)

Jedziesz na See Bloggers? Co zabrać?

nowe ciało - nowa niewidoczna bielizna - czyli jak spełniam swoje modowe marzenia

mapa marzeń - jak ją zrobić?

Garnier fructis - szybki ratunek dla kręconych włosów