Być tą drugą / drugim (nie tylko w związkach)


Bywacie, albo bywaliście drudzy?
W szkole, na olimpiadach, w konkursach, w związkach, w przyjaźni, w zawodach sportowych, dosłownie we wszystkim?

No to wiedzcie, że wiem co to znaczy, bo ja zawsze byłam i jestem druga.
W konkursach jak już coś wygrywałam to Ex aequo (czyt. egzekwo) z innymi osobami, w zawodach zawsze na podium - jako druga, w przyjaźniach, zawsze ta, którą można wymienić na inną, w miłości jeszcze gorzej, bo albo po tygodniu wymieniana na inną, albo jako ta druga, bo facet nie potrafi się zdecydować i zapomina wspomnieć, że nie jestem tą jedyną i pierwszą (tak los jeszcze tak daje, ze to ja zawsze mam być druga).

I wiecie co? Powinnam się niby cieszyć, bo być na podium w pierwszej trójce a nie być na nim wcale to jednak jest sukces, ale o dwójce zawsze się zapomina.
W konkursach wszyscy widzą miejsce trzecie, bo mają czas aż ta osoba się pożegna i odejdzie, a w przypadku ogłoszenia wyników kto ma pierwsze miejsce, nagle okazuje się, że wszyscy cieszą się tym pierwszym, a osoba druga - jakby nigdy nie istniała i nie doszła tak daleko.

Ja druga jestem zawsze. Nawet jak statystowałam w reklamie, to byłam tą drugą, jak szukałam zleceń, to zawsze odzywano się do mnie jako do tej drugiej, bo ktoś numer jeden zrezygnował lub nie mógł.
Jak stworzyłam pierwszego bloga, który ma już 8 lat i jeszcze nie odniósł sukcesu, zawsze pokazuje mi to, że jestem tą drugą, przecież mi szansy się nie daje - ja mam sobie poradzić - sama. Ale jak? Kiedy? W którą stronę? Co zrobić by mnie ktoś zauważył? Tego już nikt nie powie, bo przecież zawsze jestem "ta druga", "ta gorsza", "ta nie taka jak trzeba". 

Po tylu latach życia człowiek już się z tym godzi. Po prostu robi swoje nie oczekując, że kiedykolwiek będzie się tym numerem jeden. Ani w pracy, anie w konkursach, ani w relacjach partnerskich.  Zawsze będzie się tą drugą. Tą nieidealną, dla tych innych nieidealnych.
Zaczyna się po prostu przeżywać życie zgadzając się na to co los daje, bo można wykrzesać z siebie ogrom wysiłku, a i tak nikt tego nie zauważy, nikt nie da szansy, nikt nie doceni, a tym samym bez ludzi sukces w pojedynkę jest wręcz jak pokonanie kilku nałożonych na siebie szczytów górskich na raz. 

I czy mi przeszkadza, że całe życie jestem druga i nadal ciągle ludzie szufladkują mnie jako tą drugą?
Przeszkadza, ale co mogę z tym zrobić? 
Czy jest się w stanie to zmienić? Jak tak to jak? Ja niestety nie odkryłam na to sposobu, bo ludzi nie przekona się, że ma się wartość na bycie pierwszą, nawet jakby siebie samej położyć się na złotej tacy i obsypać płatkami róż. Będąc drugą otoczenie zawsze najpierw zobaczy złotą tacę, albo róże, a dopiero później leżącego na niej człowieka. 
Tak obrazowo oznacza bycie drugą, czy drugim.

Każdy kto całe życie jest drugi, chce być pierwszy chociaż raz. Chce poczuć jak to jest kiedy wreszcie nie będzie się odpychanym na drugi plan. Nawet jeżeli to bycie numerem jeden będzie tylko w związku, to już wtedy ukaże, że przynajmniej dla jednej osoby na tym świecie jest się tą jedną/jedyną, pierwszą osobą, a nie drugą czy dziesiątą.

Czy ktoś z Was jest zawsze tym numerem dwa, mimo ciągłych starań? Jak to wygląda u Was?

Komentarze

POPULARNE POSTY

efekty ćwiczeń z Ewą Chodakowską po 3 tygodniach

dlaczego zaczęłam traktować ludzi z wzajemnością?

Efekty ćwiczeń - porównanie pierwsze - po miesiącu

Kiedy nie ma z kim porozmawiać

Biotyna, czyli jak zaczęłam inaczej ratować włosy?

Tusz bez efektu PANDY ;) - idealny przyjaciel soczewek (haul zakupowy)

Jedziesz na See Bloggers? Co zabrać?

nowe ciało - nowa niewidoczna bielizna - czyli jak spełniam swoje modowe marzenia

mapa marzeń - jak ją zrobić?

Garnier fructis - szybki ratunek dla kręconych włosów