Dzień Krajobrazu, czyli dlaczego to krajobraz wpływa na życie

Wczoraj, czyli 20 października, wypadał Dzień Krajobrazu. Przez to, że jestem zawodowym architektem krajobrazu, a dodatkowo krajobraz to moje życie, to nie mogłam pominąć tego tematu na swoim blogu, chociaż długo się wzbraniałam, żeby tego nie robić.

Krajobraz to dosyć chwytliwy temat w ostatnim roku. Piszę chwytliwy, bo jak ja od wielu lat mówiłam swoim klientom, miastu, w projektach, że jest to kluczowy temat, to nikt nie chciał słuchać, a nagle, w tym roku wszyscy chcą krajobraz poprawiać i ratować. 
A czemu nie wtedy?


Czemu tak po macoszemu wszyscy do tego podchodzili wcześniej? 
Czemu wszyscy zaśmiecali świat i tego samego uczyli swoje dzieci, które się rodziły i dorastały, a nie potrafili nauczyć dbania o planetę, na której jesteśmy wszyscy, i na którą wszyscy jesteśmy zdani? Teraz, kiedy wszystko porządnie umiera, nagle wszyscy się obudzili, bo też mogą umrzeć?

Powiem szczerze, że mi się chce śmiać jak to widzę i słyszę jak teraz wszyscy walczą o planetę.
Gdzie byli wcześniej?

Gdzie byli jak mówili mi w projektach, że mam nie uwzględniać istniejących drzew, bo klient chce wyciąć wszystkie ze swojej działki, a argumentem, żeby ich nie było były słowa - "bo nie chce mieć liści do grabienia."

Naprawdę? Serio? To jest w życiu najistotniejsze? Lenistwo przed grabieniem liści? 
Zawsze w głowie miałam na to odpowiedź, której nie mogłam powiedzieć głośno, bo przecież nie miałabym klientów. Zawsze chciałam zapytać - "to po co Pani/Panu dom i własna działka skoro i tak nie lubi Pan/Pani krajobrazu, zieleni, roślin? Trzeba było zamieszkać w betonowym bunkrze bez grama roślinek, nie byłoby wtedy problemu z wycinaniem drzew, które też mają prawo żyć i istnieć. Drzew, które dają cień, dzięki którym mamy świeże powietrze, a klimat nie wariuje." 


Nawet nie zdajecie sobie sprawy od ilu klientów słyszałam - "Pani tych drzew nie uwzględnia, bo już jest złożony wniosek o wycinkę". Z jaką lekkością do tego podchodzili. Jak łatwo im to przychodziło. Mi za to krajało się serce, próbowałam przekonywać, namawiać, że są przydatne, że takiej działki z drzewami można szukać jak w stogu siana, że te drzewa rosły przez dziesiątki, a nawet setki lat, będą dawać w lecie cień, a na jesieni i w zimie osłabią wiatry. Już nie mówię o kwestiach wizualnych, śpiewających ptakach, które będzie można posłuchać jak na działkę zawitają, ani o wiewiórkach, które będzie można obserwować, jeżeli lokalizacja na to pozwala.
Czy ktoś mnie słuchał? Nigdy!


Moje projekty to nowoczesne założenia z przepychem wylewających się roślin z całej aranżacji. Dzisiaj wstawiam Wam kilka moich projektów, żebyście widzieli jak to u mnie wygląda.
Kiedy ja proponuje bujne kwiatowe rabaty, słyszę od klientów - "W tym miejscu niech będzie tylko trawnik". Kolejny raz serce mi się wtedy łamie i tym razem w mojej głowie jest myśl - "To po co Pan/Pani się do mnie odezwał/a skoro mój styl projektów nie jest spójny z oczekiwaniami dotyczącymi tylko trawnika? Po co mam ten teren projektować, skoro na nim ma być sam trawnik? Proszę wymierzyć powierzchnię, kupić mieszankę trawnikową, rozrzucić, i gotowe. Trawnik zrobiony. Projekt do tego potrzebny nie jest, i zestawienie, dobieranie roślin i jakikolwiek design nie jest tu potrzebny.

No tak i to jest właśnie świat. 
Kiedy słyszę i widzę teraz jak to walczą o klimat (zapewne także osoby, które te drzewa ze swoich działek wycinali, bo przecież oni mogli, ale ich dzieci muszą żyć w świeżym powietrzu), albo jak widzę dziewczynkę, która krąży po świecie, opowiada i pokazuje jaki to świat jest zniszczony, jak trzeba coś z tym zrobić, a jednocześnie robi sobie podróż dookoła świata, której jej nikt w życiu nie zabierze i większość tych wyjazdów jest dodatkowo sponsorowana, to mi się chce zadać jedno kluczowe pytanie? To dlaczego tylko mówicie a nic nie robicie?

Ja też chcę jeździć po świecie i ten świat pokazywać, piszę Wam o tym, mówię na filmach, nawet mój drugi blog powstał właśnie z tą myślą - podróżowania i pokazywania świata. Do tej pory życie mi nie służy, by to zrealizować. Może ktoś mnie zasponsoruje, abym mogła pokazać świat z perspektywy prawdziwego architekta krajobrazu, który nie jedno widział i słyszał w swoim życiu, a przede wszystkim zna temat z praktyki? Jeżeli tak - świetnie! Wtedy Wam pokażę piękno tego świata, a nie zniszczenia. A wiecie dlaczego akurat piękno, a nie zaśmiecenie?

Bo zła i zniszczeń jest tak wiele, że nikt sobie już z tego nic nie robi, ale kiedy pokazałoby się prawdziwe piękno, pokazując że takie piękno krajobrazu powinno być wszędzie, żeby to powielać, to tylko wtedy wyeliminowałoby się te złe nawyki niszczenia ziemi. Pięknem, a nie brzydotą, którą i tak każdy widzi w przesycie na każdym kroku.

Mnie nie przekonuje ta dziewczynka, w którą tak wszyscy są wpatrzeni i tak wszyscy nią zachwyceni, bo dla mnie ona nic nie robi. Tylko mówi i jeździ po świecie. 
Niech pokażę jak sama sprząta świat. Niech pokaże jak zbiera setki tysięcy ludzi, którzy tak jej dopingują żeby zrobić sprzątanie świata kawałek po kawałku, a miejsc do sprzątania nie trzeba daleko szukać. Smieci są w każdym mieście, pod nosem. Na bocznicach kolejowych, skumulowane na skarpach, gdzie zatrzymały się przy silnych wiatrach i nikt ich nie podniósł. Gdzie są ekipy sprzątające miasta? Wystarczyłoby dopłacić im dodatkową sumę za sprzątanie śmieci z trawników, krzaków, ulic, kiedy koszą czy rozsypują piasek lub śnieg zimą. A tak, proponuje się im jałowe stawki, bo wygrali w nieopłacalnym dla nich przetargu, gdzie wygrywa najtańsza oferta a nie najlepsza, a której podjęli się tego tylko po to, aby zrobić sobie dobrą reklamę i być rozpoznawalna marką, z której skorzystają klienci prywatni, gdzie będą mogli normalnie zarobić (Znam rynek, wiem jak to wygląda). A tak, będą działać na rynku maksymalnie 10 lat. Po 10 latach zrezygnowani, wypaleni, przemęczeni, upadają. Na ich miejsce powstają nowe firmy, które początkowo widzą w tym dobry biznes i ok. 8 roku znowu zaczynają upadać. I tak jest w każdym mieście, bo nikt nie szanuje pracy w terenach. A wystarczyłoby dodać godne stawki za pielęgnację nie tylko zieleni, ale i bieżącego sprzątania śmieci z każdego miejsca i każdy byłby szczęśliwy.
Skoro nie potrafimy sprzątać blisko, to jak można zajmować się sprzątaniem daleko? Mówić o zanieczyszczonych morzach i oceanach, ale mieć problem, żeby się schylić i wrzucić butelkę czy papier do kosza, który stoi na ulicy.


Ile szkła i butelek jest porozrzucanych w każdym mieście. Wystarczyłoby zrobić skupy szkła, w których płaciłoby się za każdą butelkę. Ilu bezdomnych oczyściłoby świat nie szukając puszek po śmieciach, tylko zbierając butelki i szkło leżące na trawnikach (chodzę z psem 3 razy dziennie i zawsze, na każdym trawniku leży butelka po wódce czy piwie. Przypadek, że akurat po nich? Drogie, a butelka taka nieopłacalna w użytkowaniu? ) Może bezdomni zarobiliby na lepsze życie, a może pijący alkohole, dbaliby o butelkę z której piją, bo jest zbyt cenna, aby porzucać ją w krzakach?

Klimat? Jego poprawa? Wyrzucanie samochodów z miast, wina kominów i smog? Serio? Myślicie, że to wpływa na klimat?
Nie! Na klimat wpływa to, że pozbywamy się drzew, które po to są aby zanieczyszczenia filtrować, i które poradziłyby sobie z takimi zanieczyszczaniami, bo już nie raz udowodniły jak nadają nowego życia w terenach zdegradowanych przemysłowo! Czy nikt się tego nie uczył na Biologii? Drzew jest coraz mniej. Jak już pisałam wcześniej - popularniejsze jest ich wycinanie niż dosadzanie.

Zdegradowane działki leżą odłogami - a wystarczyłoby je zalesić. Drzewa zrekonstruowałyby glebę, z czasem utworzyłaby się ściółka z mniejszymi roślinami i pomagałyby w produkcji tlenu. Ile takich miejsc na planecie jest, które są opuszczone. Wystarczyłoby je zadrzewiać. Drzewa rosłyby bez ingerencji człowieka, zastępując te wycięte, które wycinane są z zimną krwią. 
Ile widziałam wycinanych alei drzew w swoim życiu, ile zadrzewień wyciszających linie kolejowe, a rzekomo wycinane dla bezpieczeństwa kolei, ile drzew wyciętych z działek, które miałam okazje projektować.


Ile będzie jeszcze wyciętych z tych miejsc, na których ktoś będzie stawiał swój wymarzony dom. 
Skoro ktoś nie chce mieć na swojej działce drzew, to po co kupuje działkę z drzewami? 
Tego pojąć nigdy nie mogę, bo nie trudno znaleźć działkę do zakupienia bez drzew i to w każdej miejscowości. Działki z drzewami niech zostaną dla tych, którzy drzewa chcą mieć i je kochają, bo mnie nie przekonują argumenty, że kolidowały z domem. Trzeba taki projekt domu stworzyć, aby drzewo wkomponować, a nie wycinać - i problem z głowy.

Mogłabym na ten temat bardzo dużo mówić, ale mnie akurat nikt nie chce słuchać, bo nie mam kilkunastu lat i nie płaczę przed kamerą. Znam jednak tą rzeczywistość i działam w tym od lat, a zanim rozpoczęłam taką drogę zawodową, jako dziecko i nastolatka pielęgnowałam swoją działkę, pasje mojego taty, po którym zostały aż 3 działki, które kochałam tak jak i on. Na nich nauczyłam się szacunku do natury i zwierząt. 

I naprawdę, nie chce mi się patrzeć jak tylko wszyscy mówią, a nikt nie daje przykładu. 
Jak każdemu za ciężko jest się schylić po śmiecia, jak za ciężko jest zlecić sprzątanie, aby dodatkowo zarobił i robił to z chęcią, że warto, jak każdemu trudno jest złapać za łopatę, żeby nasadzić drzewa chociażby na swojej działce. 


No cóż - to moje spojrzenie na temat środowiska i naszej planety. Osoby, której ręce nie raz były ubrudzone ziemią, która walczyła o każdą roślinkę jaką ktoś chciał uśmiercić, osoby, która chciała zrobić dużo dla tego świata i się poddała, bo zobaczyła, że jest w tym sama.

W moich oczach w temacie środowiska zyskują tylko te osoby, które nie boją się ciężkiej pracy, bo praca przy krajobrazie i zieleni jest ogromnie ciężka. Jeżeli ktoś, kto tego zawodu nie wykonywał, to nie ma o tym pojęcia jak bardzo ciężka ona jest i z czym trzeba ciągle walczyć i się zmagać.
Nie wykonując tego zawodu zyskują dla mnie tylko osoby, które idąc ulicą, nie wstydzą się podnieść śmiecia i go wrzucić, mimo tego, że ktoś inny tego nie zrobił. A może zrobił, ale wiatr go wywiał, albo ktoś inny wyciągnął i nie podniósł.
Zyskuje w moich oczach tylko ktoś, kto bierze szpadel do ręki i nasadza nową roślinę - drzewo, bylinę, krzew. Na swojej działce lub na łące, gdziekolwiek i dba o nie jak o swoje dziecko - by urosło i zdrowo wyglądało.

Nie przekonuje mnie nikt, kto tylko mówi. Nie przekonuje mnie nikt, kto robi protesty w tym temacie. Dla kogo to robi? Dla roślin? Nie! Jak dla mnie tylko dla innych ludzi i wcale nie pomaga faunie i florze. Nie przekonuje mnie nikt kto pokazuje przed kamerami jak bardzo zależy mu na świecie, ale nie jest w stanie pokazać ile tysięcy worków śmieci zebrał, albo ile hektarów zalesił, żeby poprawić jakość klimatu.

Wiem, że zapewne niektórzy się tym wpisem oburzą - Ci którzy nie są w moim zawodzie i nigdy nie wsadzili ręcznie żadnej roślinki, ale skoro jest do tego okazja, abym mogła powiedzieć jak ja to widzę, to po to jest ten mój blog, żebym mogła pokazać moje spojrzenie - inne niż całej masy innych ludzi.
Czy ktoś z tego skorzysta? Raczej nie! Ale może kiedyś, kolejne pokolenia odnajdą to po mojej śmierci i stwierdzą, że miałam rację.

Dajcie znać jak Wy postrzegacie temat krajobrazu w obecnych czasach? Czy coś w tym kierunku zrobiliście samodzielnie do tej pory, nie chwaląc się tym przed kamerą dla zwykłego fejmu?

Komentarze

POPULARNE POSTY

efekty ćwiczeń z Ewą Chodakowską po 3 tygodniach

dlaczego zaczęłam traktować ludzi z wzajemnością?

Efekty ćwiczeń - porównanie pierwsze - po miesiącu

Kiedy nie ma z kim porozmawiać

Biotyna, czyli jak zaczęłam inaczej ratować włosy?

Tusz bez efektu PANDY ;) - idealny przyjaciel soczewek (haul zakupowy)

Jedziesz na See Bloggers? Co zabrać?

nowe ciało - nowa niewidoczna bielizna - czyli jak spełniam swoje modowe marzenia

mapa marzeń - jak ją zrobić?

Garnier fructis - szybki ratunek dla kręconych włosów