Jak znaleźć pomysły na posty?


Mój blog jest dosyć nietypowy. Nie jest typowym poradnikiem. Nie jest typowym blogiem lifestylowym czy modowym, chociaż to jest jego główna podstawa i jeszcze dużo stylizacji i życiowych przedsięwzięć się na nim znajdzie (dlaczego nie było ich do tej pory - zapraszam do wcześniejszych postów).

Jak jednak znaleźć pomysły na tematy, kiedy w głowie jeden wielki mętlik, a na każdej stronie piszą - ważny jest dobry content, ważne jest przesłanie, musisz wiedzieć jaką strategie robisz, musisz wiedzieć co twoje treści mają dać drugiej osobie. A ja często się zastanawiam - a czy w zwykłej, ludzkiej rozmowie zastanawiamy się czy zdanie podrzędnie złożone, czy nie, będzie lepsze, albo czy słowa kluczowe wypowiedziane w tej rozmowie, będą chwytliwe dla odbiorcy na tyle, by Nas zapamiętał?

No właśnie, nie bardzo.

Sieć jak sieć, rządzi się swoimi prawami, słowa kluczowe, tagi, hasztagi i wiele innych elementów pod seo (dla osób, które nie rozumieją czym to dziwne seo jest, ja mogę powiedzieć jedno - słowa pisane, które mają wpłynąć na pozycjonowanie strony).

Na co dzień piszę bardzo dużo. Dla innych, dla siebie, nie zawsze na bloga, bo jak wiecie rozwijam swoje marki i one potrzebują uporządkowania podstawy, która będzie funkcjonować przez kolejne lata. Dobre podstawy pozwalają skupić się na rozwoju i wzroście a nie na budowaniu fundamentów po czasie. Potrzebuje do tego dużo treści - głównie pod seo. Piszę tego wszystkiego tak dużo, że czasami chaos w głowie jest tak duży, że sama się łapie na powtarzalności błahych słów, albo na tym, że nie pamiętam podstawowych zwrotów - np. "kawę zaparza się w..... (no i tu pustka! Jak się nazywa to co trzymamy w ręku, no jak? :) - krążą mi myśli po głowie) filiżance (eureka, udało się odnaleźć to magiczne słowo :) - cieszą mi się myśli w głowie).

Na własnych blogach, (chociaż bardzo chciałabym, aby każdy tekst podnosił mi oglądalność i był pisany pod seo, przekazując Wam jakąś wartość) chcę trochę poszaleć - wolnością słowną! Wyrzuceniem słów z głowy na tu i teraz, bez zastanawiania się czy tekst jest napisany pod pozycjonowanie czy nie. Znajdą się jeszcze wpisy pod seo, ale czy każdy musi być taki sztywny? A co jak kiedyś znowu wszystko się pozmienia i moje dotychczasowe teksty będą ważniejsze niż te seowe? Przecież nigdy tego nie wiemy do końca, co się w sieci jeszcze zmieni.

Jak zatem znaleźć pomysły na posty, pod seo czy nie pod seo, aby blog nie świecił pustkami, a nawet aby pojawiały się na nim wpisy częściej niż raz w tygodniu?

Moje sposoby to:
- spojrzenie na trendy. Google Trends czasami to ułatwia, ale czy ja wiem czy warto konkurować wpisem pod trendy, jak setki czy miliony innych osób, które też w tym samym czasie poruszają tą samą treść? (no tak, oglądalność przecież!) Ja wrzucam takie treści raz lub dwa razy w miesiącu, nie częściej, bo nie lubię żyć, będąc manekinem trendów.
- Sprawdzenie jakie święta podstawowe i nietypowe wypadają, aby móc się przygotować tematycznie i napisać kilka ciekawych wątków na ten temat.
- przykłady z życia wzięte - opis zdarzeń, które mogą być przestrogą dla innych lub inspiracją, a dzięki temu, że przeszliście je w swoim życiu, mogą przydać się innym.
- podzielenie się wiedzą z zakresu swoich spraw zawodowych. Ja w tej kwestii wolę pisać na temat wszystkich spraw biznesowych z jakimi miałam styczność, bo mój zawód jest tak hermetyczny, że nie chce przyciągać odbiorców ze swojej branży na tego bloga. Chcę, aby blog trafił do wszystkich, a nie tylko osób z branży, i to takich, przez których przeżyłam bardzo dużo ciężkich chwil. Musicie zastanowić się, czy na pewno chcecie kierować swoje treści do środowiska, które znacie, czy na zewnątrz.
- podzielenie się stylizacją, czy zakupami, które okazały się dla Was zadowalające. Niektórzy dzielą się także negatywnymi komentarzami, ale ja uważam, że promować powinno się najlepszych dla nas, a nie tych gorszych. Tak jest nie tylko w świecie produktów, ale także usług. Uważam tak, bo moja nieuczciwa konkurencja, która przez lata niszczyła mi firmę za plecami, uznawała się za "profesjonalną", a ja nie tylko nigdy nie widziałam w niej żadnego profesjonalizmu, a nawet bardzo słabą jakość pomysłów i projektów, które sprzedawała swoim klientom (wystarczyło porównać ją z innymi działającymi na rynku i w Polsce markami, nie tylko moją, aby to dostrzec), zostawiając takie byle jakie projekty i realizacje na tym biednym świecie. Świat potrzebuje pięknych rozwiązań, a nie marnych i brzydkich. I tak jest już wystarczająco niszczony. Po co zatem promować coś, co jest słabe i dawać temu szansę na rozwój, zamiast wyciągnąć rękę do tego co ma potencjał, nawet jak początkowo wygląda gorzej. Na pewno znacie rysunek z dwiema marchewkami i zajączkiem. Nie oceniajcie "profesjonalisty" po słowie "profesjonalizm", a po czynach i osiągnięciach jego!
- a kiedy i to nie pomogło, to stwórzcie coś swojego - może być rysunkowego czy graficznego i cały blog niech taki będzie. Czy będzie inny - będzie! Czy będzie miał treści - nie! Ale będzie Wasz, tylko Wasz. Będzie miejscem, gdzie się otworzycie w pełni i pokażecie światu swoje pasje i doświadczenie.

I pamiętajcie, za nic w świecie nie kopiujcie stylu innych. To widać i przesyt takich samych grafik, obróbki zdjęć, pomysłów staje się monotonny. Moja przyjaciółka tak kogoś kopiowało, jak to odkryłam to zaniemówiłam, że nawet pasje skopiowała od innej osoby, a jakoś wcześniej tych pasji nie miała.

Ponadto ja wychodzę z założenia, że chce trafiać do osób, które mnie nie znają, a nie do znajomych. Przez to trudniej i dłużej zdobywa się obserwujących, bo ludzie patrzą tylko na cyferki. Kiedy miałabym 500 znajomych (na których i tak rzadko kiedy można liczyć), to bloga i kanał na youtube zaczęłoby obserwować w miesiąc drugie tyle osób, bo widocznie jestem interesująca, bo mam znajomych. A, że startuje od zera obserwujących w każdej branży jaką zaczynam, mało jest chętnych do obserwacji profili bez cyferek i polubień. Przykre to, ale prawdziwe.

Gdyby znajomi zechcieli mnie znać, sami by zaobserwowali, bez wymuszonego wysyłania do nich maili i przypominania się co pięć minut - takie to dla mnie na siłę.
Moja dawna przyjaciółka tak robiła - nakręcała oglądalność bloga na podstawie znajomych wysyłając do nich wiadomości, żeby polubili (a ja się zastanawiałam po co mam lubić coś czego nie chcę?). Stąd też oglądalność bloga mojej przyjaciółki dosyć szybko rosła (ja nawet nie dotarłam do tej granicy), ale przeraża mnie fakt, że to kolejna kopia czyjejś kopii. Kopia czyjegoś życia, ubrana w swoje ramy. Nie tylko jest to obłudne, a zbieranie i realizowanie pasji innych i pokazywanie, że są od zawsze nasze robi się po prostu śmieszne. Dlatego pamiętajcie - bądźcie sobą!

Ci którzy uzbierali setki tysięcy czy miliony obserwujących nie zawsze mają profile jak z poradnika blogowego. Czasami są zupełnym ich przeciwieństwem, a też zyskują popularność.
Przyjdzie czas, że sztuczność się znudzi, bo to jest tak jak z tortem. Wszyscy go chcą, i chcą zjeść naraz, ale po jednym kawałku już przychodzą mdłości. Tak samo jest z powtarzalnymi rozwiązaniami i kopiowanymi trendami, jak w muzyce czy w modzie. Przychodzi czas, że ma się danego stylu czy utworu po prostu dosyć.

Będąc innymi, przyciągnięcie odbiorców w swoim czasie, a przynajmniej zaciekawicie tych, którzy są jednakowi.

Dajcie znać jak Wy wyszukujecie i znajdujecie pomysły na nowe wpisy i czym się przy tym kierujecie?

Komentarze

Publikowanie komentarza

POPULARNE POSTY

efekty ćwiczeń z Ewą Chodakowską po 3 tygodniach

dlaczego zaczęłam traktować ludzi z wzajemnością?

Efekty ćwiczeń - porównanie pierwsze - po miesiącu

Kiedy nie ma z kim porozmawiać

Biotyna, czyli jak zaczęłam inaczej ratować włosy?

Tusz bez efektu PANDY ;) - idealny przyjaciel soczewek (haul zakupowy)

Jedziesz na See Bloggers? Co zabrać?

nowe ciało - nowa niewidoczna bielizna - czyli jak spełniam swoje modowe marzenia

mapa marzeń - jak ją zrobić?

Garnier fructis - szybki ratunek dla kręconych włosów