SERIA PROJEKTOWANIE W ROK [#5] NIE DAJ SIĘ OMAMIĆ!




Dzisiaj trochę może kontrowersyjny temat jak na projektowanie, ale bez niego nie może być dalszych kroków. Jeżeli jeszcze nie przerobiliście wcześniejszych wpisów dotyczących krótkiego wstępu do projektowania to zapraszam do wcześniejszych wpisów.


Poruszone do tej pory tematy to:

(#1) Przygotowaniach - do projektowania

(#2) Nie projektuj jak 20 lat temu

(#3) Nauka to podstawa

(#4) W praktyce, nie w teorii


O co chodzi z tym omamieniem?

Przede wszystkim o to, aby nie dać się wkręcić we:

  1. współpracę z kontrahentami, którzy tylko wyciągają rączki po zlecenia, ale w drugą stronę nigdy niczego nie zlecą. Do tego wszystko robią na słowo - a jak wiadomo, na słowo nic nie ma, więc nawet jak ustalą z Wami prowizję, to bez pisemnej umowy może się okazać, że nie zobaczycie jej na oczy. Ich jednak będziecie musieli oglądać - w końcu robią Wasz projekt i niby tylko z tego powinniście się cieszyć.

  2. w słowa klientów “jak zejdzie Pani, Pan z ceny to my wszędzie jeszcze Panią/Pana polecimy” - 10 lat na rynku z różnymi perturbacjami i nigdy mnie nikt z takich osób nie polecił dalej - a nawet miałam większy problem - żeby wyciągnąć od nich pełne rozliczenie (jeżeli rozliczali się zaliczkowo)

  3. w słowa klientów “jest Pani/Pan w tym najlepszy” - tak? no proszę? A skąd mogą Ci klienci to wiedzieć, że tylko ja to robię? Przeważnie takie słowa są po sytuacji kiedy klient robi casting na projektanta. Tak jak szybko usłyszycie słowa, że jesteście najlepsi, tak samo szybko usłyszycie, że jesteście najgorsi - gwarantuje! :)

  4. w słowa klientów “spokojnie, nam się nie spieszy” - TRAGEDIA! Ale Nam się spieszy, halo! Musimy mieć z czego żyć! Wieki tego projektu robić nie będziemy!

  5. w słowa wykonawców i klientów, kiedy dzwonią i nie mogą się dodzwonić - wysyłają wtedy najczęściej sms o treści - “proszę o pilny kontakt” . Ten kontakt nigdy pilny nie jest! Jak dzwonią wykonawcy to chciałoby się rzecz - "co? poradzić sobie nie potraficie? przecież rzekomo robicie takie rzeczy codziennie?". Jak dzwoni klient to chciałoby się odpowiedzieć - "takie pilne? A przecież się Państwu nie spieszy, podobno :)". Nigdy, jak dostałam takiego smsa, lub oddsłuchałam pocztę głosową o takiej treści - pilne się nie okazało. Wręcz zawsze to była taka błahostka, że gdybym miała się nią przejmować i wszystko rzucać tylko po to, żeby lecieć komuś skórę ratować, to życie bym szybciej straciła. Ja oddzwaniam tylko wtedy, kiedy ktoś piszę o co chodzi. Jeżeli kogoś stać na pusty i nic nieznaczący sms “proszę o pilny kontakt” , zamiast podnieść jego wartość i dopisać “...bo potrzebuje zapytać, czy w projekcie mamy zrobić ścieżkę na 80 cm czy możemy poszerzyć do 100cm - materiał się zmienił”, to niech ta osoba nie wymaga od drugiej strony, że będzie koszty ponosić oddzwaniając na swój koszt. Ten sms zajmuje tyle samo czasu, tyle samo kosztuje, tyle samo zachodu, a od razu wiadomo w jakiej kwestii się oddzwania. Jak ktoś potrzebuje pilnego kontaktu, to dlaczego ja mam siebie na koszty narażać? Jak to błahostka, to odpisze w smsie i “pilnie” będzie sprawa rozwiązana.

  6. w słowa: “czy może być dowolna ilość poprawek” - nie! koniec i kropka! Jak ktoś chce więcej poprawek, to każda poprawka będzie kosztować x zł. To jest zabranie waszego czasu. Czasu Wam nikt w życiu nie zwróci.

  7. w słowa: “czy może być dowolna ilość koncepcji” - nie! koniec i kropka! Jak ktoś chce więcej rozwiązań to za każda dodatkowa wersja kosztować będzie x zł i zostanie doliczona do kwoty projektu. Nie wiem czemu tylu projektantów za darmo robi kilka wersji i jeszcze się przy tym uśmiecha. Przecież to jest jawne poniżenie. Kiedyś jeden chłopak na forum napisał mi: “pamiętaj, to ty ustalasz warunki, nie bądź murzynem” (nie obrażając czarnoskórych). Miał jednak absolutną rację. Jak można w cenie jednej wersji sprzedawać swoje pomysły w kilku innych, za które klient nie płaci. Ja mam zawsze na to dobry sposób. Załóżmy, że projekt kosztuje 2500,00 zł. Chcesz być projektantem, myślisz sobie - niezła kwota jak na jeden projekt. No cóż. Okazuje się, że projekt zajmuje Ci czas na 7 dni w tygodniu po 10h dziennie. Złóżmy przy tym, że wyznaczasz sobie stawkę godzinową 20zł/h. Wychodzi zatem, że tydzień Twojej pracy nad tym projektem to 1400,00 zł.  Klient otrzymuje od Ciebie pierwszą propozycję. Nie podoba mu się. Chce zmian i to w dość dużej formie. Robisz zatem drugą wersję. Zajmuje Ci to tyle samo czasu - 7 dni po 10h dziennie, zakładając 20zł/h. To jest kolejne 1400,00 zł Twojego zarobku. Przynosisz czy podsyłasz mu kolejną wersję. Znowu chce zmian. Tym razem drobnych, ale na tyle znaczących, że te zmiany pochłaniają Ci kolejne 4 dni pracy po 10h dziennie, czyli 800,00zł. Kiedy już uważasz, że wreszcie jest finisz, klient zmienia zdanie i uznaje, że po dłuższym przemyśleniu, element z wersji nr1 powinien się w tej trzeciej wersji znaleźć. Znowu nanosisz zmianę, bo przecież robisz dowolną ilość koncepcji. Zajmuje Ci to kolejne 5 dni, a uwaga, nawet nie przeszliście do projektu technicznego. Kwota kolejnych 5 dni to 1000,00 zł. Udało się! Klient zaakceptował - można przechodzić do dalszego projektowania, które zajmie ok. 14 dni po 10h dziennie, czyli 2800,00 zł.

Teraz podsumowanie tej krótkiej historii, bo o finansach będzie w kolejnych wpisach z tej serii. Godzinowo wykonałaś/eś pracę na kwotę 6600,00 zł a projekt miał kosztować 2500,00 zł i taka kwota widnieje na umowie. Warto było? A co, jeżeli projekt rozliczany jest zaliczkowo, załóżmy 50% do 50% i te wszystkie dni pracujesz za 1250,00 zł a nie za 6600,00 - które Ci się powinny należeć. Powiem tylko tyle - praca przy pielęgnacji ogrodów kosztuje więcej. Za godzinę pracy fizycznej można wziąć od klienta 20-25zł i wyjdzie się na tym dużo lepiej niż wykonując projekt z dowolną ilością zmian uznając to za normę. To nie jest normalne. Przy powyższej kalkulacji zrobisz projekt za 3,78 zł za h z wynikiem poświęconej pracy 660h. Nie daj się omamić klientom! A jak dajesz - to gratuluje, że niszczysz siebie i rynek. Nie warto było nawet studiować, żeby zarabiać nie całe 4 zł/h lub uczyć się jakiegokolwiek projektowania.


I to chyba tyle na podsumowanie. 

W moich ebookach jest dużo dużo więcej, zarówno takich przykładów jak i praktyki, więc sporo się można z nich dowiedzieć :) Tanie nie są, ale mają ogromną wartość pełną obserwacji, doświadczeń i merytorycznej wiedzy jakiej nie uczą w szkołach. Po prostu się tym wszystkim z Wami podzieliłam. Jak chcecie zakupić jeszcze w przedsprzedaży (tylko dlatego, że zostały mi nagrania do skończenia) - to można je dostać TUTAJ! 


Może warto zrobić sobie samym taki prezent pod choinkę? :)


-----------------------------------------------------

Zapraszam po więcej przemyśleń:


Komentarze